poniedziałek, 24 czerwca 2013

Koszmarne spotkanie

Koszmarne spotkanie






Znowu ją widzę. Ciemne włosy, niebieskie oczy. Odwracam wzrok. Nie wolno mi na nią patrzeć, ani rozmawiać z nią. Obiecałem to sobie i zamierzam dotrzymać tego przyrzeczenia.
Atmosfera jest nie do zniesienia. Powietrze gęstnieje i prawie nie mogę oddychać. Na krótką chwilę nasze spojrzenia się spotykają. Ona wie, że między nami nie ma obojętności. Nigdy jej nie było i nigdy nie będzie. Miłość? To chyba za duże słowo. Fascynacja tak, ale zakazana. Istnieje piłeczka, którą nieświadomie odbijamy. Raz Ona jest górą a raz ja. Teraz to ona jest na lepszej pozycji. Nie na długo jednak. Uśmiecham się, sam do siebie, choć wygląda to tak, jakbym śmiał się z tego, kto coś powiedział. Ona pewnie tak pomyśli. Ale może nie? Była tak blisko mnie, zbyt blisko. A teraz siedzi na wyciągnięcie ręki i... jest tak daleko...
Ciekaw jestem o czym myśli, bo ja o tym, aby jak najszybciej się stąd wydostać. Duszę się i tęsknię za moją dziewczyną. Chciałbym z nią już być. Zamiast tego muszę tu siedzieć i udawać, że się dobrze bawię. To bezsensu.
Jej każde słowo, gest przeznaczone jest dla mnie. Wyczuwam to każdą komórką swego ciała. Jeżeli jeszcze dłużej będę tu siedział, to zwariuję. Ciężki kamień przytłacza mi serce, choć udaję, że jest mi to wszystko obojętne.
Ona patrzy na mnie. Ale nie tak jak kiedyś. Ona przygląda mi się, ocenia. Nie wiem jak reagować. Wychodzę do ubikacji. Chwila spokoju jest mi teraz bardzo potrzebna...
Spoglądam na siebie w lustrze. Dla mnie ta twarz nie jest żadną tajemnicą, a dla Niej? Czy czyta z niej, jak z otwartej księgi? Dlaczego wciąż o niej myślę. Przecież nic do niej nie czuję. Jest dla mnie jak zeszłoroczny śnieg. Pocieszony wychodzę z łazienki i... mijam się z nią w korytarzu. Nie patrzymy na siebie. Dziwnie obcy ludzie, którzy kiedyś byli sobie tak bliscy... Nawet pachnie już inaczej...Wszystko się zmienia.
Wyjeżdżamy. Powinno mi ulżyć, że przez następne miesiące jej nie zobaczę, a jest mi ciężej, niż gdy byliśmy w tym samym pomieszczeniu.
Zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć...Zresztą w zasadzie nie ma o kim zapominać...


Nie wytrzymam tego dłużej. Cała drżę i nie wiem jak się uspokoić. Przytłacza mnie ta aura, nie jest dobra. I On też nie jest. Udaje, że wszystko jest w porządku, ale prawie na mnie nie patrzy. O rozmowie nie ma nawet co marzyć. Jak można tak się oddalić. A uważał mnie za swoja przyjaciółkę. Kolejne kłamstwo, które mu udowodniłam.
Ma dziewczynę. Jakaś część mnie nie może tego znieść. Inna ma nadzieję, że jest wreszcie szczęśliwy...Jest tak zamknięty w sobie. Wręcz krzyczy sobą, że chce już stąd wyjść. Ja też bym już chciała pójść. Wszystko we mnie wydziera się na zewnątrz. Moje serce chce uciec, jak najdalej stąd. Już nawet śmiać mi się nie chce.

W korytarzu się mijamy. Nawet na mnie nie spojrzał. Chciałam się odezwać, coś zażartować, ale głos uwiązł mi w gardle i mogłam tylko przejść obok niego. To takie dziecinne...Chce mi się wyć. Patrzę w lustro. Wyglądam dobrze ale wiem, że nic nie jest w porządku, że wciąż mam jakiś bałagan w życiu, odłożony na półkę, zapomniany. Lecz tylko na chwilę, niestety. Czasem żałuję, że Go spotkałam... A czasem? Cieszę się, że mogłam przeżyć coś takiego, czego się nigdy nie zapomina. Tylko, że ja chcę zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć. Za tydzień powinno wszystko wrócić do normy. Uśmiecham się do swojego odbicia, dostrzegając jednocześnie fałszywość powyższego stwierdzenia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz