DOMOWY ZWIERZYNIEC
1
Aby zdobywać wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać.
Antoine de Saint – Exupéry
HORACJA
Obudził mnie hałas i nie mogłam już później zmrużyć oka. Postanowiłam więc wyjść i sprawdzić co się dzieje na zewnątrz. Ostrożnie wysunęłam pyszczek i zobaczyłam, że to moja pani daje mi jeść do miseczki i robi przy tym ogromnie dużo zamieszania. Przeciągnęłam się; od tego spania ścierpły mi łapki, i wyszłam z domku. Moja pani, o wdzięcznym imieniu Julia, na mój widok ucieszyła się i pogłaskała mnie po grzbiecie. Jak to dobrze, że ona od razu wiedziała, że nie należy chomika dotykać po głowie.
– Cześć Horacjo! Jak się spało królewno? – zapytała Julia. Nie zawracałam sobie głowy odpowiadaniem, bo i tak nic by z tego nie zrozumiała i pognałam czym prędzej zjeść śniadanko i zrobić ewentualne zapasy na później. Julka przyniosła mi jeszcze wody w poidełku, a potem wsypała pokarm do akwarium, które stoi niedaleko mojej klatki. A klatkę mam fajną, wysoką z trzema piętrami. Do każdego piętra przymocowana jest drabinka. Ale tak naprawdę to wolałabym w niej nie być. Odczuwam nieprzepartą chęć wydostania się na zewnątrz i hasania na wolności. Nie mogę jednak narzekać, jest mi tu dobrze, mam co jeść. Codziennie jestem wyjmowana z klatki i mogę sobie biegać ”prawie” gdzie chcę. Pamiętam, jak kiedyś zeskoczyłam z półki prosto na podłogę. Co to była za przyjemność nie być ograniczoną żadną przeszkodą. No tak, tyle tylko, że wkrótce zostałam złapana i oddelegowana do klatki. Takie jest chomicze życie. Od czasu do czasu jestem wypuszczana na podłogę, ale pod warunkiem, że drzwi są zamknięte i nie ma Tokai. No tak Tokaja... to suczka rasy nieznanej. Bardzo przyjaźnie do mnie nastawiona, tylko czasami mam już dość jej mokrego języczka liżącego moje wypucowane futerko. Bo chomiki to czyste stworzonka. Ja myję się co najmniej trzy razy dziennie. O kim to jeszcze zapomniałam wspomnieć? Ano tak, oczywiście o Patryku i Dobrochnie. To rodzeństwo mojej pani. Dobrochna jest małą sześcioletnią dziewczynką o jasnych włosach, a Patryk to dwunastoletni szatyn. Wiecznie się ze sobą kłócą i Julka musi ich godzić. Życie człowieka chyba też nie jest proste. Przynajmniej Jula tak mi mówi. Julka ma szesnaście lat i chodzi do liceum. Dokładnie to nie wiem, co to jest liceum i czym się różni od gimnazjum, gdzie niedługo pójdzie Patryk, ale to chyba nic przyjemnego. Trzeba wstawać rano, siedzieć nad książkami. Ja rano wstaje za potrzebą fizjologiczną i czasem jeszcze coś zjem. A tak to śpię cały dzień i doprawdy nie wiem co może być bardziej pasjonujące od relaksowania się, aby mieć później siły odkrywać nowe, nieznane lądy.
–Julka! Julka! Musisz nam pomóc – do pokoju wpadł podenerwowany Patryk, a za nim w podskokach weszła Dobrochna. Moja pani spojrzała na brata z uwagą i powiedziała.
–Co się stało? –Patryk wziął głęboki oddech i powiedział:
–Mama ma urodziny niedługo i nie wiemy co jej kupić. Pomożesz nam? –Rodzeństwo usiadło na łóżku, a nad nimi pojawiła się niemalże chmura pełna pomysłów:
–Może laurkę?– zaproponowała Dora.
–Nie, to za dziecinne –stwierdził Patryk.
–Możesz zrobić kochanie, czemu nie? – uśmiechnęła się Julka.
–Ja myślę, że może kupimy kwiaty i czekoladki. Dobrochna wyrecytuje wierszyk i będzie –Patryk zadowolony ze swojego pomysłu rozparł się wygodnie na łóżku.
–Może dla ciebie, ale nie dla mamy. Coś jeszcze trzeba wymyślić – Julka zamyśliła się. – Już wiem! –wykrzyknęła, wprawiając nas wszystkich w zdumienie –Zrobię jeszcze ciasto, a Ty z Dobrochną przejrzycie nasze zdjęcia i zrobicie z nich wspaniały album rodzinny. A jak nie będzie jakichś ciekawych, to je zrobisz. W aparacie jest nowy film, bo niedawno go zmieniałam.
Wszystkim spodobał się pomysł Julki. Mnie najbardziej –wizja tego ciasta...Uuuuhhhaaa, przepraszam, ziewnęłam. Muszę iść spać. Do zobaczenia wieczorem.
***
Zaraz po przebudzeniu zostałam przeniesiona do kuchni. Julka zostawiła mnie na stole, a sama zaczęła zmywać naczynia. Niedługo przyszedł Patryk i dał mi kawałek jabłka. Lubię ten owoc, ale w niedużych ilościach, jak wszystko zresztą. Właśnie pałaszowałam ostatni kęs, kiedy przybiegła Dobrochna z kartkami, kredkami, farbkami i innymi artykułami papierniczymi.
–Patryk! Pomóż mi z tą laurka, co?.
–Dobra, dawaj te kartkę. W jakim kolorze ma być ta laurka? –Zapytał przeglądając kolorowy papier techniczny.
–Nie wiem...– dziewczynka zamyśliła się – może niebieska, jak mamy oczy.
Patryk wyrwał kartkę z bloku i złożył ją na pół. Przybliżyłam się do niego, ponieważ chciałam lepiej widzieć, ale mnie przeniósł na drugi koniec stołu. Co za niesprawiedliwość. Nie minęło chwil kilka, a znów byłam przy nim. Tylko w bezpieczniej, tym razem, odległości. Dobrochna narysowała wielkie czerwone serce, a w środku napisała życzenia.:
Żyj nam mamo sto lat
I uśmiechaj się przez cały czas.
My Cię bardzo bardzo kochamy
I dlatego Ci zaśpiewamy:
Sto lat, sto lat niech żyje żyje nam.
–Ej mała, niezły wierszyk. Mam nadzieje, że mama nie padnie z wrażenia –Patryk uśmiechał się.
–Julka! Patryk mnie obraża –Dobrochna zacięła usta i już myślałam, że się rozpłacze, ale w Patryku odezwała się braterska miłość i pogłaskał siostrę po włosach.
–No, nie obrażaj się. Żartowałem tylko. Dorysuj jeszcze kwiatki i będzie bardzo ładnie. –Chłopiec wstał i wyszedł z kuchni, a Dobrochna wzięła mnie na ręce i wtuliła się w moje futerko. –Wiesz co? – szepnęła mi prosto w moje delikatne uszko –Kocham Cię malutka –zrobiło mi się tak ciepło wokół serca i uśmiechnęłam się. Powiedziałam jej, że ja też bardzo ją lubię i jest fajna. I chyba mnie zrozumiała, bo krzyknęła:
–Jula! Horacja mi powiedziała, że też mnie kocha! –No może nie to miałam dokładnie na myśli. No, ale cóż... Nie wymagajmy od człowieka żeby zrozumiał co mówi chomik.
Przemierzałam trudnym szlakiem stół, przechodząc przez pojemnik na serwetki, wciskając się między flakon a szklankę, kiedy Julka mnie wzięła w dłonie i zaniosła do klatki. No tak, koniec spaceru. Chyba, że przed snem wypuści mnie jeszcze na podłogę.
***
Niestety o podłodze mogłam tylko pomarzyć, ponieważ cały wieczór w pokoju Julki grasowała Cleo. To bardzo tajemnicza, grafitowa kotka, która dosyć dziwnie się zachowuje wobec mnie i nie wiem do końca, czego mogę się po niej spodziewać. No i tego dnia, kiedy tak bardzo chciałam pobiegać sobie, ciesząc się swobodą i nieograniczoną przestrzenią, wmaszerowała do pokoju i ułożyła się na pokrywie od akwarium. Ledwo na mnie spojrzała…chyba musiała być wykończona po dwudniowej włóczędze po okolicy.
Czekam teraz, aż Julka wróci ze szkoły i zacznie piec ciasto. Już nie mogę się tego doczekać. Z wrażenia aż nie mogłam dzisiaj spać i latałam jak furiatka po całej klatce, prawie tak samo, jak dzisiaj dzieci, kiedy okazało się, że budzik nie zadzwonił i spieszyły się do szkoły. Naprawdę bardzo się cieszę z tego, że jestem chomikiem…Właśnie zgłodniałam, idę się więc posilić, żeby być najedzoną, jak zjawią się domownicy.
***
Mhmmm....ciasto właśnie się piecze w piekarniku i pachnie niesamowicie. Siedzimy sobie z Julką w kuchni, ona nad podręcznikiem do języka polskiego, a ja nad kawałkiem zielonej sałaty i tylko przelatująca od czasu do czasu nieznośna mucha zakłóca nasz popołudniowy spokój. Już jutro są urodziny mamy i widzę po minie Julki, że trochę się denerwuje tym, czy jej wypiek nie okaże się zakalcem. Właściwie to do końca nie wiem co to jest ten zakalec, chociaż z rozmowy Dobrochny z Julą wychodziłoby na to, że jest to ciasto, które nie do końca ładnie się wypiekło. Myślę, że nadszedł czas żeby przemyć sobie pyszczek. I właśnie kiedy miałam stanąć na tylnych łapkach, wpadł do kuchni z wielkim krzykiem Patryk i tak mnie przestraszył, że o mało co nie spadłam ze stołu.
– Julaaa! Stało się coś strasznego!!!
– Uspokój się bracie, siadaj. Może ci podać szklankę wody dla ochłody? – Starsza siostra nie straciła zimnej krwi i uśmiechnęła się uspokajająco do Patryka.
– Co uspokój się! Jak ja mam się uspokoić, jak Tokaj, a jak ją dorwę, to... no naprawdę nie wiem co jej zrobię, ale coś na pewno.
– No co takiego zrobiła?
– Wyjadła prawie wszystkie czekoladki, które mieliśmy dla mamy!!
– Żartujesz...– Julka usiadła zrezygnowana na krześle i oparła dłonie o czoło – Ale pech...
– A to jeszcze nie wszystko. Goniła za Cleo i w rezultacie kot przewrócił wazon z kwiatami i wszystkie, co do jednego, się połamały...
– Czemu zawsze wszystko musi się tak popsuć? Co my teraz zrobimy? Już nie mamy pieniędzy na zakup nowej wiązanki ani czekoladek.
Przysłuchiwałam się tej rozmowie bardzo uważnie i współczułam biednym dzieciom, że ich wspaniałe prezenty uległy destrukcji. Zaraz jednak pomyślałam o tym, że przecież w ogrodzie jest dużo różnych kwiatów, i że dzieci same mogą zrobić przepiękny bukiet. Tylko jak przekazać mój genialny pomysł Julce? Postanowiłam przybliżyć się do wazonu, w którym były żółte róże z domowego ogrodu i zwrócić w ten sposób na nie uwagę mojej pani. Liczyłam na jej duży iloraz inteligencji. Odważnie podeszłam do wazonu i pyszczkiem starałam się dotknąć płatków kwiatu. Zaraz czuwająca ręka Julki mnie schwytała. – A ty co tutaj kombinujesz, malutka? Chciałaś powąchać różyczkę? Czekaj czekaj...Patryk! To jest to!
– Co ci odbiło? – Patryk z nachmurzoną miną przypatrywał się starszej siostrze.
– Sami zrobimy bukiet dla mamy, z naszych kwiatów, rosnących na polu.
– No wiesz, to trochę głupie, dawać mamie kwiaty, które sama sadziła.
– Wcale nie – Julka pokręciła przecząco głową. – Ułożymy jakąś fantazyjną kompozycję i będzie fajnie, zobaczysz.
I tak powróciłam do klatki, a rodzeństwo zabrało się za zbieranie roślin. Po jakiejś godzinie zjawili się uśmiechnięci i zadowoleni ze swojego dzieła. Julka zaprezentowała mi bukiet dla mamy, a ja zaaprobowałam go całkowicie, czego dałam wyraz kręcąc bardzo szybko swoim noskiem. UUuuuaaaaa, przepraszam za to ziewnięcie, ale ten dzień był naprawdę baaardzo długi i męczący, a przed nami jeszcze urodziny mamy. A zatem dobranooooc.
***
Rano obudziłam się skoro świt i z niecierpliwością czekałam, aż ten śpioch Julka wreszcie się obudzi. Naprawdę, ileż można spać, mnie wystarcza kilka godzinek i już jestem wypoczęta. Tłukłam się w mojej klatce straszliwie, mając nadzieję, że może to ją obudzi, ale niestety – przeliczyłam się. Całkiem zrezygnowana siedziałam przy poidełku, kiedy do pokoju Julii weszła Dobrochna z Patrykiem i konspiracyjnym szeptem ustalili, że ściągają z siostry kołdrę. Jak uradzili, tak też zrobili. Myślałam, że Julka się zdenerwuje, ale ona uśmiechnęła się tylko i stwierdziła, że trzeba szybko lecieć do mamy, złożyć jej życzenia, zanim pójdzie do pracy. Oczywiście byłam świadkiem wręczenia prezentów mamie. Wszyscy byli podnieceni, nawet Tokaj i Cleo nie siedziały spokojnie.
– Mamo, wybacz, że nie mamy pięknego bukietu z kwiaciarni... – Julka tłumaczyła się skromnie.
– Ależ moje dzieci, o ileż przyjemniej jest dostać od was, to co sami zrobiliście, niż to co byście kupili. Najważniejsze jest to, że pamiętaliście o moich urodzinach.
- A to ile masz już lat? – Zapytała Dobrochna.
– Młoda panno, o takie rzeczy kobiet się nie pyta – tato podszedł do mamy i pocałował ją w policzek.
– Kiedy ja też jestem kobietą...– Dobrochna nie chciała się poddać – Zmykaj mała do ubierania.– Patryk złapał ją za rękę i niemal siłą wyprowadził z pokoju rodziców. Julka uśmiechnęła się do rodziców i poszła do swojego pokoju. Zanim trafiłam do klatki przytuliła policzek do mojego futerka. Było to bardzo miłe i szkoda, że tak szybko się skończyło.
Przed wejściem do swojego domku, postanowiłam sprawdzić czego się dzisiaj nauczyłam. Hmmm, zastanówmy się, chyba tego, że o wiele przyjemniejsze dawanie komuś tego, co sami stworzymy, niż to co kupimy w sklepie, bo wtedy dajemy coś z samych siebie, poświęcamy swój czas, angażujemy się i to jest właśnie najpiękniejsze, i nie tylko wtedy, gdy komuś chcemy podarować prezent. To do zobaczenia później!
2
Bardzo łatwo jest zniszczyć szczęście bliźniego, ale jakże trudno je naprawić!
Johann Gotfried Herder
CLEO
Dzisiaj byłam świadkiem bardzo smutnej sceny. Jak w każde popołudnie wracałam ukradkiem do domu i przypadkowo spotkałam Julkę, jedną z moich państwa. Położyłam swoje puszyste, grafitowe futerko na chodnik do głaskania, ale ona ledwo na mnie spojrzała i szybkim krokiem weszła do domu. Przy ostatnich drzwiach musiałam głośno zamiauknąć, bo inaczej zostawiłaby mnie na werandzie. Jak tylko wpadłam do kuchni, zaczęłam głośno wyrażać swoją dezaprobatę, ale Julia wzruszyła tylko ramionami i stwierdziła: Nie marudź Cleo, nie wiesz co to znaczy mieć problemy – dziewczyna usiadła z rezygnacją przy stole i głośno westchnęła. Ja...ja nie wiem co to znaczy mieć problemy? A jak zamykają te wstrętne duże drzwi i nie mam jak dostać się do ciepłego pomieszczenia, to to nie jest problem? A jak mnie goni jakiś pies obśliniony, to jest wszystko w porządku? Naprawdę ludzie powinni oduczyć się postrzegania samych siebie jako najważniejsze istoty świata. No, ale wracając do sprawy Julki, to naprawdę zrobiło mi się jej żal, była taka smutna i przygaszona, że postanowiłam dodać jej nieco otuchy. Wskoczyłam na stół i przybliżyłam swój nosek do jej policzka. Delikatnie mnie pogłaskała, ale w dalszym ciągu nie przestawała wzdychać, a w końcu się popłakała. Poczułam na moim lśniącym futerku jakąś wilgoć i wzdrygnęłam się. Koty nie lubią wody, czym prędzej więc uciekłam od tego źródła wodnego.
***
Nie mogłam spokojnie spać, bo ta dziewczyna w dalszym ciągu płakała. No naprawdę, chwili spokoju nie ma. W końcu zaczęła mnie zżerać ciekawość, co się takiego stało, że Julka tak mocno to przeżywa. Nie minęło dziesięć minut, a dowiedziałam się wszystkiego.
– Mamo...masz chwilę czasu? – Julka zadzwoniła do mamy i bębniła teraz ze zdenerwowania palcami o stolik.
– Wiesz, stało się coś strasznego...Ania się na mnie obraziła i nie chce się w ogóle do mnie odzywać. Dlaczego? Bo zdradziłam jej sekret Agnieszce, wiesz tej co mi pomagała uczyć się na sprawdzian z biologii. Oj, mamo, tak jakoś wyszło. – Chwila ciszy, Julka uważnie słuchała słów mamy, szkoda, że nie przełączyła telefonu na głośnik, to dokładnie wiedziałabym co mama mówi.
– Wiem, że nie powinnam wyjawiać tajemnic koleżanek...nie powiem ci, teraz już mam nauczkę. Ok, porozmawiamy w domu. – Dziewczyna odłożyła słuchawkę i poszła do łazienki wydmuchać nos i przemyć twarz wodą. A ja w tym czasie postanowiłam się odświeżyć, raz po raz lizałam swoją łapkę i wycierałam nią swoje futerko. Kiedy skończyłam, Julka weszła do pokoju i wydawała się być w nieco lepszym nastroju, niż poprzednio.
– Wiesz co, Cleo? Chodź, pójdziemy na dół i przygotujemy sobie coś do jedzenia. – Ludzie jednak mają czasem przypływ intelektu, o niczym bowiem tak bardzo w tej chwili nie marzyłam, jak o jakimś pysznym jedzonku, dlatego też to ja, jako pierwsza dotarłam do kuchni. Zaraz dostałam jedzenie, niestety z puszki...to jedzenie pomału mi się już nudzi, no ale trudno, ważne, że w ogóle coś dostałam. Jednym okiem sprawdziłam, czy z Julką już jest wszystko dobrze i zauważyłam, ze robi sobie herbatę. To mnie uspokoiło już na dobre, bo z tego co mi wiadomo, na wszystkie smutki najlepsza jest filiżanka gorącej herbaty. Wprawdzie ja jej nigdy nie piłam, ale z moich obserwacji wynika, że kiedy ludzie mają jakieś trudne sprawy do rozwikłania, zawsze sięgają po ten napój.
Po skończonym posiłku postanowiłam się nieco zdrzemnąć, weszłam więc ostrożnie na cieplutki kaloryfer i pogrążyłam się w objęciach Morfeusza1.
***
Następnego dnia wróciłam do domu z mamą. Obydwie trochę zmokłyśmy, bo na dworze szalała niezła nawałnica, dlatego z wielkim impetem wpadłam do środka i głośno wyrażałam swoje niezadowolenie. O dziwo, nikt mnie nie przytulił ani nie osuszył. Zatrzymałam się i zdziwiona spojrzałam za siebie. Zobaczyłam widok, który mnie troszkę wzruszył; to Julka przytulała się do mamy i coś tam bełkotała jej do ucha.
– No już dobrze...zrobimy ciepłej herbaty, może gruszkę z melisą, co? I zaraz mi wszystko dokładnie opowiesz – No i weszły do kuchni i znowu o mnie zapomniano. Jak tak dalej pójdzie, to mocno się zastanowię, czy wracać tu następnym razem.
No może troszkę przesadziłam. Mama, jak tylko wstawiła wodę na herbatę, dała mi surowe mięsko do miseczki i podczas, gdy ja wcinałam te rarytasy, ona i Julka rozmawiały.
– Julka, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Postąpiłaś nieładnie, ale chyba masz wystarczającą nauczkę co?
– O tak...Ania się w ogóle do mnie nie odzywa, nawet się przesiadła i siedzi teraz z Renatą. Rozumiesz, mamo, z Renatą! Przepraszałam ją na każdej przerwie. Doszło do tego, że na historii posłałam jej liścik, niestety pan profesor go zabrał... Na szczęście nie przeczytał, tylko od razu wrzucił do kosza. – Julka siedziała z naburmuszoną miną. Domyślam się tylko, co mogła sobie myśleć o swoim nauczycielu.
– Wiesz co? A może się z nią spotkasz? Tak w cztery oczy, szczerze sobie porozmawiacie.
– Nic z tego, już próbowałam. Odkłada słuchawkę, jak tylko usłyszy mój głos...
– Zadzwoń do radia i zadedykuj jej jakąś piosenkę – Patryk dumny jak paw wkroczył do kuchni.
– Ona nie słucha radia. To wszystko bez sensu.
– Wcale nie, córeczko. Musisz próbować się z nią porozumieć. Tak okazujesz jej, że ci naprawdę przykro i że ci na niej zależy. Nie martw się...Poczekaj...a może przeprosisz ją przez radio węzeł! Chyba macie go w szkole?
– No, mamy – W głosie Julki wyczułam ożywienie – A wiesz, to wcale nie jest głupi pomysł. Zaraz wymyślę tekst i jutro spróbuję go wygłosić na przerwie albo najlepiej na lekcji. Dzięki mamo – Jula pocałowała mamę w policzek i wyleciała z kuchni jak z procy. A ja przeciągnęłam się mocno i poszłam do Julki, do pokoju zobaczyć co wymyśliła. Tekst brzmiał następująco:
Kochana Aniu!
Korzystając z możliwości technicznych naszej szkoły chciałam Cię bardzo, ale to bardzo przeprosić za to, że wyrządziłam Ci tak wielką krzywdę. Uwierz mi, że gdybym mogła cofnąć czas, to na pewno drugi raz nie popełniłabym już takiego błędu. Proszę, wybacz mi i zostań znowu moją najlepszą koleżanką.
Dziękuję wszystkim za uwagę. Do widzenia.
No cóż...mam nadzieję, że serce Ani zmięknie po wysłuchaniu tego komunikatu. Żeby dodać otuchy Julce, położyłam się na jej kolanach i zaczęłam mruczeć. Chwilę później jej delikatna ręka głaskała mnie za uszkiem i było mi tak błogo, że nawet nie wiem kiedy usnęłam.
***
Wydawać by się mogło, że ten dzień przyniesie wreszcie nieco radości w życiu Julki, ale niestety tak się nie stało. Tym razem leżałam sobie na kaloryferze, ukryta przed wszędzie węszącą Tokają, kiedy ze szkoły wróciła do domu Julia. Jak tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że nie ma najweselszych wiadomości. A szkoda, bo mama gotowała właśnie rosół i ten smakowity zapach roznosił po całym pomieszczeniu, sprawiając, że jeszcze przyjemniej się spało.
– To koniec...ona już nigdy się do mnie nie odezwie...– Julka rzuciła plecak na krzesło i usiadła zrezygnowana.
– Nie przesadzaj. Pomysł z radiowęzłem się nie udał? – mama chowała sztućce do szuflady.
– Tak jakby. Wygłosiłam te przeprosiny i ponoć w klasie wszyscy byli pod wrażeniem, tylko nie ANIA! Wręcz mi powiedziała, jak przyszłam do sali, że ją ośmieszyłam przed wszystkimi, i że teraz to już na pewno nie będziemy się przyjaźnić. Wyobrażasz sobie? – mama podeszła do stołu i przytuliła Julkę bardzo mocno.
– Och moje dziecko, próbowałaś już wszystkiego. Nadszedł czas, żebyś dała sobie spokój. Wiem jakie to trudne, ale raz utraconego zaufania nie łatwo jest odzyskać. Myślę, że musisz na razie zostawić Anię samą, żeby sobie to wszystko przemyślała i poukładała w głowie. Bądź cierpliwa, a na pewno już wkrótce sama się do ciebie odezwie. Teraz nadszedł czas na jej ruch – Julia podniosła głowę i nieśmiało uśmiechnęła się – Mam nadzieję, że masz rację i to faktycznie kiedyś nastąpi. A teraz może napijemy się herbaty? Jaką chcesz?
Znowu ta herbata. FUJ. Chyba się stąd zabiorę i pójdę na długi wieczorny spacer. Tylko ktoś mnie musi wypuścić. Halooo, chcę wyjść!!! No, na szczęście Patryk mnie usłyszał i otworzył drzwi do mojej wolności.
3
Doprawdy, jak to miło coś umieć.
Molier
HORACJA
Dzisiejszy poranek zapowiadał się bardzo ciekawie, ponieważ Julka obiecała mi, że wyjdziemy na pole i puści mnie na trawkę. uwielbiam takie dni; ja, słońce i natura. Przedtem jednak musiałam porządnie wyczyścić swoje piaskowe futerko. Już nie mogłam się doczekać chwili, kiedy Julka skończy przygotowywać swój referat z fizyki. Na szczęście z tego co widziałam, wynikało, że to nie potrwa już długo. Właśnie wchodziłam sobie po drabince na drugie piętro w mojej wspaniałej klatce, gdy do pokoju wszedł Patryk. Nie wyglądał najlepiej, więc zatrzymałam się i baczniej mu się przyjrzałam.
– Cześć siostra – Patryk usiadł na fotelu, a Julka podniosła wzrok na brata i uśmiechnęła się.
– Cześć, bracie. Co cię do mnie sprowadza?
– Mam problem...
– No, jaki? – Julka wciąż nie przestawała wycinać spirali z papieru – Zaraz ci powiem, tylko najpierw ty mi powiedz, co robisz, bo widzę, że jesteś bardzo zajęta i wobec tego możesz nie dość uważnie mnie słuchać. To już poczekam, aż skończysz z tym czymś – to mówiąc pokazał na wyciętą już spiralę. Julia sięgnęła na półkę po świeczkę i zapaliła ją zapałką.
– Już objaśniam. Widzisz, robię doświadczenie z powietrzem – Patryk popatrzył dziwnie na siostrę, ale nic nie powiedział – Najpierw zadam ci pytanie: jak myślisz, czy ciepłe powietrze waży tyle samo co zimne?
– No, raczej nie – odpowiedział niepewnie chłopiec i poprawił, wciąż opadające mu na nos, okulary
– Masz rację, a teraz odpowiedz mi, czy wobec tego jest cięższe czy lżejsze od zimnego powietrza?
– No, to jest pytanie zdecydowanie trudniejsze.
– Mój eksperyment zaraz na nie odpowie. Patrz, wycięłam z kartonu spiralę i teraz robię w środku otwór, następnie przeciągam przez dziurkę sznurek, który przywiązuję do patyka. Teraz, podaj mi tę świecę z półki, ok? – z rosnącym zaciekawieniem przypatrywałam się rodzeństwu, a mój nosek ruszał się bardzo szybko. Patryk podał siostrze świeczkę, a ta umieściła nad nią spiralę, która zaczęła się obracać jak zwariowana. Ciekawa byłam wyjaśnienia tego zjawiska.
– Widzisz, Patryku, teraz widać, że ogrzane powietrze jest rzadsze od zimnego, bo porusza się ku górze i uderza w spiralę, która zaczyna się obracać wokół własnej osi.
– Hej, to zupełnie tak, jak w balonie, przecież balon, taki do latania też jest ogrzewany. Zupełnie o tym zapomniałem.
– No widzisz – Julka uśmiechnęła się – to teraz już wiesz co nieco na temat właściwości ciepłego powietrza. No, skoro tu już skończyłam, to teraz bardzo chętnie cię wysłucham – usiadła na łóżku po turecku i oparła brodę o dłonie, wyczekując historii Patryka.
– Widzisz, w szkole organizowany jest pokaz talentów, a ja obawiam się, że niczego nie umiem...
– Hmm, ale chyba nie wszystkie dzieci muszą brać w nim udział?
– No nie...ale pani wytypowała z naszej klasy mnie i Klaudię. No więc sama rozumiesz...
– Taak – Julia ze zrozumieniem kiwnęła głową – Może zaśpiewasz?
– Nie, no coś ty, to dobre dla dziewcząt! – oburzył się chłopiec, a ja sobie pomyślałam, że wcale nie ma racji. A poza tym czasem słychać Patryka jak śpiewa pod prysznicem i powiedziałabym, że wcale nie najgorzej to robi.
– To może...bo ja wiem...zrobisz to doświadczenie, które ci pokazałam? – Patryk zamyślił się, a po chwili odrzucił ten pomysł – To taki konkurs talentów artystycznych. A ja naprawdę nic nie umiem.
– Nie przesadzaj, to że teraz nie umiesz, nie oznacza wcale, że się nie możesz nauczyć. Ile masz czasu do tego pokazu?
– Tydzień – odparł Patryk. Czułam, że Julka już niedługo wpadnie na jakiś genialny pomysł.
– Słuchaj, a może byś zatańczył, co? Z tą Klaudią albo z kimś innym?
– Zatańczył??!! Zwariowałaś? No wiesz, to nie przystoi chłopakowi.
– Akurat. Teraz jest bardzo modny taniec. Każdy chce tańczyć. Pomyśl o tym, przecież kiedyś, o ile mnie pamięć nie zawodzi w tym wieku, to tańczyłeś w zespole tańca towarzyskiego juniorów – Patryk spojrzał na siostrę i widać było, że pomału przekonuje się do tego pomysłu.
– No, może masz rację. Powtarzam – może. Zadzwonię do Klaudii i sprawdzę, jaki ona ma talent. – I poszedł zadzwonić, a ja miałam nadzieję, że Jula nie zapomniała o naszym spacerze. Pilnie śledziłam jej ruchy i na wszelki wypadek postanowiłam udać się na ostatnie piętro klatki, żeby mnie było łatwiej wyciągnąć. Po chwili okazało się, że Julka pamiętała o mnie, bo otworzyła drzwiczki , pogłaskała mnie, oczywiście nie po głowie i nie pod włos, bo chomiki bardzo tego nie lubią, i położyła mnie sobie na dłoni.
– Chodź mała. Pobiegasz sobie na trawce.
***
Spacer bardzo mnie zmęczył, więc przespałam cały wieczór i, o dziwo, noc, a wiadomo przecież, że chomiki żerują2 najlepiej w nocy. Specjalnie jeszcze zatkałam trocinami otwór w moim domku, by naprawdę nikt mi nie przeszkadzał. Ale niestety mój sen został zakłócony jakąś głośną muzyką. Ranyy, co się tam dzieje! Postanowiłam ostrożnie wysunąć pyszczek, by sprawdzić skąd dochodzi ten niemiły dźwięk. I oto zobaczyłam Patryka z jakąś nieznaną mi dziewczynką, który właśnie tańczył w pokoju Julki. Ładnie im to wychodziło, więc pomyślałam, że skoro i tak już nie wrócę do spania, to przynajmniej pooglądam sobie ten występ.
– Ok, całkiem nieźle nam idzie! – Patryk napił się łapczywie zimnej wody mineralnej i uśmiechnął do koleżanki.
– Teraz poćwiczmy obrót. Włącz, Klaudia, muzykę – no i tańcowali jeszcze ze dwie godziny, a potem każdego dnia przez cały tydzień. Z początku myślałam, że długo nie wytrzymam z tymi latynoskimi rytmami, ale po jakimś czasie nawet mi się spodobała ta muzyka i z przyjemnością patrzyłam, jak Patryk z Klaudią tańczą mambo. Miło było widzieć, że Patryk tak świetnie odnalazł się w tej dziedzinie, mimo że na początku pomysł wystąpienia w roli tancerza nie bardzo mu się podobał. Tymczasem ja przez następne siedem dni bardzo rzadko widywałam Julkę. Zastanawiałam się ciągle, co się stało, aż pewnego dnia Julia przyniosła gitarę i oznajmiła mi, że zapisała się na lekcję gry na gitarze. Widocznie odkryty talent Patryka sprowokował moją panią do zainteresowania się jakąś dziedziną artystyczną. No i dobrze, tylko czy teraz będę musiała ciągle słuchać tego brzdąkania? Bo inaczej tych dźwięków, dobywających się spod niewprawnych jeszcze palców Julii, inaczej nazwać nie można…
***
– No i jak tam konkurs? – Julka zadała pytanie bratu, który właśnie wchodził do jej pokoju. Ona sama siedziała z gitarą w dłoni i próbowała nowe akordy.
– W porządku. Wprawdzie nie zajęliśmy pierwszego miejsca, tylko trzecie, ale to nieważne.
– Nieważne? – Julia uśmiechnęła się.
– Nie, bo wiesz... przez ten cały konkurs odkryłem, że jednak coś umiem robić i to nawet nieźle, a poza tym zaprzyjaźniłem się z Klaudią, a to by się nie stało, gdybyśmy razem nie ćwiczyli. I wiesz co jeszcze? – Patryk zamierzał już wyjść, ale zatrzymał się w progu.
– Zapisaliśmy się razem na zajęcia z tańca towarzyskiego i za rok zamierzamy zająć nie trzecie, a pierwsze miejsce! – Siostra uśmiechnęła się i muszę przyznać, że ja też bym się roześmiała, gdyby nie to, że zaraz potem zaczęła znowu grać i stwierdziłam, że jednak idę do domku spać. Zatkam jakoś wszystkie otwory i może w spokoju uda mi się odpocząć. To dobranoc.
4
Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.
Johann Wolfgang Goethe
TOKAJ
Biegnę, biegnę, biegnę! Będę szybciej od Patryka w pokoju Julii! Taaak! Udało się! Jestem pierwsza, pierwsza! Minęłam szybko siedzącą na podłodze Julkę i wskoczyłam na mój ukochany fotel. Dopiero teraz, kiedy już trochę odsapnęłam, zaczęłam się zastanawiać, co robi moja pani na podłodze. Siedziała po turecku z zamkniętymi oczyma i spuszczoną głową. Czy ona płacze? Chyba nie…zazwyczaj jak płacze, to czuję w powietrzu zapach wilgoci, a poza tym wyje tak okropnie, że muszę szybko lecieć do niej i lizać ją po twarzy, żeby się uśmiechnęła i nie dręczyła już więcej moich uszu.
– Tokaj, ile razy mam ci mówić, że nie wolno leżeć na fotelu. Złaź! – Julka pogroziła mi palcem i zamknęła oczy, ale po chwili otworzyła je jeszcze raz, bo właśnie wszedł Patryk i z ciekawością przyglądał się siostrze.
– Hej, młoda. Co robisz?
– Medytuję, a ty mi przeszkadzasz – dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, po czym poprawiła kosmyk włosów, który wysunął jej się z kucyka i niesfornie opadał na twarz.
– Słuchaj…chciałbym się ciebie poradzić, ale nie wiem czy się nie będziesz śmiała…– Patryk z głębokim westchnieniem usiadł na brzegu łóżka – Może nie będę. No, mów śmiało
– Otóż, ostatnio dostaliśmy zadanie domowe z języka polskiego, które brzmi następująco: Napisz, kim chciałbyś zostać w przyszłości, i co zamierzasz zrobić, żeby udało Ci się osiągnąć ten cel. No i jest problem. Mhmm, bo ja nie wiem co chciałbym robić, gdy dorosnę. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem, a ze strażaka już dawno wyrosłem…– bardzo to jest dziwne u ludzi, że oni muszą decydować się na jakiś konkretny zawód i zostają, np. muzykami, stolarzami, lekarzami, nauczycielami. Ja jestem psem i mam na imię Tokaj. Marzę o pełnej misce, spaniu w fotelu i wieczornych spacerach. Za to rodzaj ludzki ma jakieś wydumane pragnienia.
– Chodź, pokażę ci pewne ćwiczenie, które może ci pomóc – Julka gestem ręki zaprosiła brata na dywan. – Mam siedzieć po turecku? W czym to ma mi pomóc?
– Spokojnie, zaraz zobaczysz. Ważne jest tylko to, żebyś się odprężył. Rozluźnij całe ciało. Oddychamy spokojnie. Licz sobie w myślach do czterech. Wdech na cztery i wydech na cztery. Tak pooddychamy z pięć razy. Rozluźnij mięśnie karku, niech swobodnie twoja głowa opada na pierś – kiedy tak słuchałam Julii zrobiłam się bardzo śpiąca. W dodatku w pokoju słychać było delikatną, kojącą muzykę. Już, już usypiałam, gdy Julka odezwała się ponownie:
– Teraz wyobraź sobie, że idziesz plażą. Masz bose stopy, które zanurzają się w ciepłym piasku. Fale rozbijają się o brzeg. Wąchasz zapach morza i słońca. Idziesz tak, rozkoszując się lekkim wiaterkiem, który muska twoją skórę. Teraz zobacz w oddali chatkę, która schowana jest wśród drzew. Szybko zbliżasz się do domu. Wyobraź sobie dokładnie ten dom. Jakiego jest koloru, jakie ma okna i drzwi. Zobacz, jak chwytasz klamkę – zastanów się, jak ona wygląda – i naciśnij ją. Z głośnym zgrzytem drzwi otwierają się i wchodzisz do środka. Jest tam bardzo długi korytarz, nieoświetlony niestety. Ale tym się nie martwisz i idziesz naprzód. W oddali zauważasz majaczące światło. To smuga, która wydobywa się z niedomkniętych drzwi. Docierasz do nich i pomału je otwierasz. Twoim oczom ukazuje się duży gabinet z mnóstwem regałów z książkami. Pośrodku pomieszczenia stoi biurko, za którym siedzi czarodziej – wyobraź go sobie dokładnie – i trzyma w rękach jakąś wielką księgę. Czarodziej widząc cię, uśmiecha się i mówi, że oto ma księgę, w której jest napisana twoja przyszłość. Faktycznie, na pierwszej stronie jest napisane twoje imię. Zaczynasz ją przeglądać. Kartka po kartce. Zobacz wyraźnie, co tam jest o tobie napisane. Oddychaj powoli i przewracaj kartki papieru – chwilę trwało to przeglądanie księgi. Patryk siedział na zielonym dywanie z mocno zaciśniętymi powiekami i wyglądał na bardzo zaaferowanego tym, co widzi. Minęła chyba minuta, nim Julia się odezwała: – A teraz, bardzo powoli otwórz oczy i podnieś delikatnie głowę. I co zobaczyłeś? – Siostra! – Patryk poderwał się na równe nogi – to jest genialne, po prostu genialne. Dzięki! – i wybiegł. Moja pani chwilę za nim patrzyła, jakby miała nadzieję, że jeszcze wróci i zaspokoi jej ciekawość, po czym zaśmiała się i wstała. Pogłaskała mnie po łebku i zasiadła przed komputerem. Mnie z kolei bardzo interesowało, co takiego zobaczył Patryk w tej wizji, więc postanowiłam go odwiedzić i ruszyłam do jego pokoju. Chwilę musiałam się pomęczyć z otwarciem drzwi, bo były przymknięte, ale w końcu dałam sobie z nimi radę. Kiedy weszłam. moim oczom ukazało się królestwo chłopca. Na podłodze leżały jakieś farby, których nie omieszkałam obwąchać, dziwnie pachnący zeszyt i podkoszulek. Na ścianach wisiały plakaty z samochodami. Nie bardzo przepadam za przejażdżkami autem, zawsze to odchorowywuję, zrezygnowałam więc z przyglądania się zdjęciom motoryzacyjnym i skupiłam całą swoją uwagę na Patryku, który siedział przy dużym, drewnianym biurku i skrzętnie coś notował w zeszycie. Co chwilę mruczał pod nosem i wydawał dziwne odgłosy, ale niestety nie mówił na głos, o czym pisze. Czyli trudno. Będę musiała później dowiedzieć się, co Patryk odkrył w tej podróży do wnętrza własnego JA. Ponieważ całe to zamieszanie bardzo mnie zmęczyło, postanowiłam udać się na spoczynek. Uaaaa, ależ mi się ziewa…
***
– No, powiedzże wreszcie, kim chcesz zostać w przyszłości – otworzyłam jedno oko i zobaczyłam Dobrochnę, szarpiącą brata za rękaw – Zaraz, mała. Jeszcze dokończę jedno zdanie – Patrykowi okulary co chwila opadały na nos, ale on się tym w ogóle nie przejmował. Z wielkim zapałem zapisywał stronice swojego zeszytu. Widziałam, jak jego młodsza siostra kręci się, zniecierpliwiona. Jej jasne włosy układały się miękko na plecach, by od czasu do czasu podskoczyć, kiedy dziewczynka wzdychała.
– No, skończyłem. Lecę do Julii!
– Czekaj! Ania jest u niej – Patryk zatrzymał się na środku swojego pokoju
– Ta, z którą się pokłóciła ostatnio? – Ta sama – Dobrochna kiwnęła potakująco głową – Teraz, zdaje się próbują się pogodzić. Ale…zaraz….słyszę jakieś śmiechy – Patryk stanął w pobliżu drzwi od pokoju Julki i nasłuchiwał. Wtem w korytarzu pojawiła się mama, niosąc na tacy smakowite kanapki i szklanki z napojem gruszkowym. Kiedy zobaczyła syna, pogroziła mu palcem i poprosiła, by otworzył drzwi. Patryk, jak na młodego, dobrze wychowanego młodzieńca przystało, otworzył mamie drzwi i przepuścił ją przodem. Na końcu do pokoju Julii wpadła Dobrochna, no i oczywiście ja. Po powitaniu i podziękowaniu mamie za przekąskę, Julka spytała Patryka o jego plany zawodowe:
–Braciszku, to powiedz nam teraz, o czym marzysz?
– Marzę, żeby być kustoszem3 muzeum – odpowiedział z uśmiechem chłopiec.
– O, to bardzo ciekawe – Ania z zainteresowaniem pochyliła się do przodu – A jak chcesz spełnić to swoje marzenie?
– Już mówię. Otóż postanowiłem pójść jutro do Muzeum Okręgowego i zapytać się, czy nie przyjęliby mnie, jako wolontariusza do pracy. Następnie, wypożyczę sobie kilka książek historycznych oraz muzealnych i stopniowo będę poszerzał swoją wiedzę na ten temat. Co będę studiował, to jeszcze do końca nie wiem, ale chyba pójdę na historię. No, a wy, moje panie? – Dziewczęta zamyśliły się. Pierwsza odezwała się Ania: – Ja chybabym chciała zostać znanym fotografem Od roku pasjonuję się tą dziedziną sztuki. Rodzice kupili mi ostatnio nieco lepszy aparat niż mieliśmy wcześniej i teraz naprawdę mogę robić superzdjęcia. Ponadto od miesiąca chodzę na zajęcia fotograficzne. A fajnie jest, kiedy twoja pasja przynosi ci dochody, więc chyba się zdecyduję studiować fotografię lub jakieś pokrewne kierunki.
–Oj, Aniu! Nie wiedziałam, że ty tak na poważnie z tymi zdjęciami – Julka ze smutkiem popatrzyła na przyjaciółkę. Żal jej chyba było tego czasu, gdy straciły ze sobą kontakt.
– A widzisz! – Ania uśmiechnęła się – W sumie to niedawno odkryłam, że to jest to, co naprawdę chcę robić w życiu. A ty już o tym myślałaś?
– Ooo wielokrotnie. Tylko za każdym razem to jest coś innego. Nie umiem się zdecydować. Czasami chciałabym zostać aktorką, potem znowu marzy mi się weterynaria, a kończę na pilocie wycieczek – moja pani bezradna kiwała głową – Radzę ci – Patryk ze smakiem zajadał się kanapkami – spróbować wszystkiego. Zapisz się do kółka teatralnego i sprawdź, czy aktorstwo jest przeznaczone dla ciebie. Potem, zacznij pracować w schronisku, albo zatrudnij się jako opiekunka dla zwierząt. A jeżeli chodzi o wycieczki, to wybierzmy się gdzieś razem i poprowadzisz nas, niczym prawdziwy obieżyświat. Co ty na to?
– Patryk, jesteś naprawdę nieoceniony! – Julka z wdzięczności uściskała brata, a ten odsuwał się od niej ze śmiechem – To gdzie chcecie jechać? – Julia zapytała swoich przyszłych wycieczkowiczów i czekała na ich odpowiedź, kiedy zauważyła, że Dobrochna wyraźnie się czymś martwi. – Co się stało, mała? – Dziewczynka głośno westchnęła i powiedziała: – Bo wiecie co? Życia mi nie starczy, żeby wypróbować wszystkie zawody, jakie mnie interesują – oczy wszystkich obecnych zwróciły się w jej stronę – No bo ja chcę być: pływaczką, dentystką, pisarką, piosenkarką, strażakiem i policjantką, a najlepiej detektywem. I jeszcze chcę pracować jako fryzjerka, kucharka, tancerka…– Dość! – Krzyknęła Julka, Patryk i Ania jednocześnie, po czym cała trójka zaczęła się śmiać – Ej, siostrzyczko, żebyś ty miała same takie problemy w życiu – Patryk klepnął po plecach dziewczynkę i przeciągnął się – Idę teraz pograć z kolegami w piłkę, bo przecież nie można wiecznie siedzieć nad książkami, co nie? – I mrugnąwszy do dziewczyn, opuścił pokój. Postanowiłam pójść za jego przykładem i pobawić się moją piłeczką tenisową. A nuż, któryś z domowników chętnie mi porzuca?
5
Rodzice są wiecznie niedoczytaną książką.
Jan Kurczab
TOKAJ
– Tośka! Złaź z tego fotela natychmiast! – Dobra, już schodzę, o co tyle krzyku? Naprawdę nie rozumiem tych ludzi; oni mogą siedzieć na łóżku, na fotelu, przy stole, a ja nie. To niesprawiedliwe, w dodatku tego włóczykija Cleo traktują zupełnie inaczej niż mnie… Postanowiłam jednak okazać szacunek Julce i położyłam swój łeb na jej kolanie.
– No już dobrze, piesku. Tylko ile razy Ci trzeba przypominać o tym, że nie wolno Ci tu siadać? – Julka pogłaskała mnie i zagłębiła się w jakiejś lekturze. Postanowiłam powąchać okładkę. Phym… Phym… wyczuwam znajomy zapach… to chyba odświeżacz, który mama trzyma w swojej szafce. Bardzo dziwne. Może zejdę na dół, do jej pokoju i zobaczę, czy wszystko jest na swoim miejscu. Szybko przebiegłam po schodach na dół i ostrożnie wsunęłam się do gabinetu mamy. Nie wyczuwałam nic obcego, wszystko było w porządku. Uradowana położyłam się na łóżku i zasnęłam.
– Patryk! Dobrochna! – jakiś głos wyrwał mnie z bardzo smakowitego snu. Kiedy już porządnie sobie ziewnęłam i wróciłam do rzeczywistości, dopasowałam głos do twarzy i uzmysłowiłam sobie, że to Julka wołała. Postanowiłam czym prędzej opuścić mój przytulny azyl4 i udać się do pokoju Julii. Kiedy już tam dotarłam – a bardzo się starałam, żeby być szybsza od Patryka i Dobrochny – zobaczyłam, że Julka siedzi na fotelu, tak jak ją zostawiłam, a na ławie przed nią leży owy tajemniczy zeszyt, który wcześniej czytała.
– No, dobrze, że jesteście! Patrzcie co znalazłam u mamy w szafie – to mówiąc Julka podała rodzeństwu brulion.
– Ej, Julka…to nieładnie grzebać po czyjejś szafie – Patryk z dezaprobatą pokręcił głową. Szczerze mówiąc, mnie też się to nie podobało. Tak samo, jak nie lubię, kiedy mi sprzątają w moim koszyku. Zawsze mam odpowiednio poukładany koc, a po sprzątaniu Julii nigdy nie wiem w co mam łapy włożyć, żeby dojść do ładu z moimi rzeczami. Tak…doskonale rozumiałam Patryka i jego wątpliwości.
– Oj, nie przesadzaj! Mama mi pozwoliła tam zajrzeć, bo chciałam od niej pożyczyć bluzkę. No i kiedy właśnie jej szukałam, znalazłam…to – podekscytowana wymachiwała zeszytem.
– A co to jest? – Dobrochna z zaciekawieniem przyglądała się przedmiotowi, który tyle emocji wywarł na starszej siostrze. – To jest mamy pamiętnik – Julka szepnęła i otworzyła pierwszą stronę. Naszym oczom ukazał się tekst o następującej treści:
Ponieważ iż, albowiem gdyż, atoli jednakże i w ogóle wszakże, względem tego co i owszem, gwoli temu co i przedtem, mając na uwadze moje pisanie, proszę Czytelnika: niech ono TYLKO między mną a Tobą, Miły Czytelniku zostanie!
Alicja Kotarska
– Dużo już tego przeczytałaś?
– No, trochę…ale Patryk, tu są głównie wiersze. Czasem mama napisze coś na temat randek…
– Randek? – Dobrochna złapała Julkę za rękaw – A co to takiego?
– Randka to spotkanie dwóch osób przeciwnej płci – Patryk z dumą wygłosił definicję.
– Brawo, bardziej pokrętnie się nie dało? – Julka z uśmiechem poklepała brata po ramieniu. – Otóż, moja droga. Randka jest wtedy, kiedy jakiś miły chłopiec zaprasza do kina lub do kawiarni dziewczynę.
– Aha! To już wiem o co chodzi, widziałam na filmie.
– Wróćmy może do tego pamiętnika – Patryk koniecznie chciał pokazać, kto tu rządzi – Uważam, że powinniśmy zapytać mamy o zgodę na przeczytanie jej sekretnych zapisków.
–Wcale nie są takie sekretne – Julka zaczęła oponować, ale jej brat wziął sprawy w swoje ręce. Zabrał zeszyt rodzicielki i wyszedł z pokoju. Jula z głębokim westchnieniem usiadła na łóżku i długo wpatrywała się w okno. Podeszłam do niej i polizałam ją po dłoni, ale ona tylko klepnęła mnie w głowę i powiedziała: - Nie teraz, piesku, nie teraz – wyszłam więc bardzo cicho, chociaż z psimi łapami, to nie jest taka prosta sprawa.
***
Wieczorem mama przyszła z pracy i dowiedziała się o wszystkim. O tym, jak Julia znalazła jej zeszyt i go przeczytała bez pozwolenia i jak Patryk musiał jej go zabrać, bo nie zgodziła się na zapytanie mamy o zgodę na przejrzenie jej wierszy. O dziwo, mama nie krzyczała na Julkę, zrobiło jej się tylko bardzo smutno, że jej córka nadużyła zaufania, jakim ją obdarzyła. Naprawdę, żyjąc wśród ludzi trzeba pamiętać o tym, żeby szanować ich prywatność i nie sięgać po cudzą rzecz bez pozwolenia. Koniec końców cała rodzina zasiadła przy wielkim kuchennym stole z zeszytem mamy i zdjęciami z młodości.
– O, a tutaj…to był mój pierwszy dzień w szkole. Bardzo się bałam, ale mój tata, wasz dziadek, ścisnął mnie mocno za rękę i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
– Mamo, ty miałaś takie same kucyki jak ja! – Dobrochna z niedowierzaniem przeglądała zdjęcia.
– Ano takie same, kochanie.
– A jaki miała długi warkocz, kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem – tato mocno przytulił mamę i zaczął opowiadać o ich pierwszym spotkaniu. Słuchałam jak urzeczona, aż wreszcie zrobiłam się głodna i postanowiłam wszystkich o tym powiadomić.
– Wrrr, Yghrrrrrr, Ymmhhhgrrr! – Tokaj, jadłaś niedawno – Patryk poklepał mnie po głowie. – Ale chcę jeszcze! – No, już dobrze, dobrze. Zaraz ci coś dam, grubasko – mama wstała od stołu i przyniosła mi psie ciasteczko. Zadowolona pomachałam wszystkim ogonem i uciekłam z moim skarbem do „swojego” pokoju. Kiedy tak z wielkim apetytem chrupałam ciasteczko, usłyszałam, jak Julka deklamuje wiersze. Zdaje się, że to były utwory mamy.
CLEO
Co za ckliwe spotkanko w kuchni. Dobrze, że już jestem pojedzona i mogę szybko uciec na pole. Chociaż z drugiej strony, miło jest zobaczyć kochającą się rodzinę, która nad starymi zdjęciami oraz sekretnymi zapiskami z młodości, potrafi siedzieć już tyle godzin. Patryk napina mięśnie, żeby upodobnić się do taty ze zdjęcia. Był wtedy na spływie kajakowym i miał niesamowicie długie futerko, ups, chciałam powiedzieć – włosy. No tak, ludzie mają włosy – niestety. A Julka dziś jakaś taka cicha bardzo. Przegląda brulion mamy, w którym są zdjęcia wycięte z gazet, zasuszone liście i wiersze.
– Mamo, nigdy nie mówiłaś, że pisałaś wiersze – Julka spojrzała na mamę
– Ot, takie sobie wierszyki. Pisałam je, kiedy byłam w twoim wieku.
– A o czym są? – Patryk zaciekawiony próbował spojrzeć przez ramię siostrze.
– O życiu, synku. Wtedy wszystko było dla mnie takie nowe i nieznane.
– Jula, przeczytaj – Dobrochna przytuliła się do siostry.
– Ok., to zaczynam
– Trochę się wstydzę – mama się zarumieniła.
– Daj spokój. Na pewno są piękne –tata uśmiechnął się do mamy, po czym zebrał zamówienie na kanapki i zabrał się do robienia kolacji. A Julka? Julka zaczęła czytać, więc ułożyłam się na jej miękkich kolanach i mrucząc, zasnęłam…
„Szczęśliwy dzień”
Lubię, gdy wracają
me dziecinne marzenia
Dniu! Tak nierealne!
Kiedy nadejdziesz? i tak trudne do
Dniu mojego szczęścia spełnienia
Wiesz, czekam na Ciebie Lubię o nich marzyć
Ale nie przestaję żyć i z nimi razem być
Tak „życie” I cieszyć się i
To słowo zawiera tak wiele smucić
I tak mało A przecież stale żyć
Ale ja żyję! 20.10.75
Ja chcę żyć!
Ja muszę żyć!
Ja…tak chciałabym wiele
A nie mam nic
Prócz marzenia
o szczęśliwym
dniu
1975
HORACJA
Przyznaję, że dzisiaj był jakiś wyjątkowy dzień. Być może dlatego, że za oknem prószy śnieg i jest tak refleksyjnie dokoła. Miotam się w swojej klatce i chcę wyjść, a Julka w ogóle mnie nie słucha. Spróbuję jeszcze raz. Wdrapię się na samą górę mojej klatki spróbuję przegryźć pręty. To na nic. Są za mocne, ale zaraz…Julka zbliża się do mojej klatki. Taaak! Zaraz mnie wyciągnie. Wiedziałam, że należy dobrze myśleć o rodzaju ludzkim. Moja pani postawiła mnie na swoim biurku, na którym leżał zeszyt, porozcinane gazety, jakieś liście. Co to ma znaczyć? – Ach, Horacjo. Postanowiłam założyć podobny zeszyt do tego, jaki ma mama. Tak sobie pomyślałam, że kiedyś, jak będę mieć dzieci, to chciałabym, żeby znały mnie również taką, jaką byłam zanim zostałam ich mamą. No i w tym celu postanowiłam wyciąć z gazety to wszystko, co dla mnie ważne i wkleić tu, do tego mojego „Sekretnego zeszytu”. A…i jeszcze będę musiała ułożyć jakieś wiersze, ale może to nie będzie trudne, co? Jak myślisz, moja mała? – Nie, Julio, myślę, że to wspaniały pomysł. Przechadzając się po stole, trafiłam na otwarty brulion mamy, a w nim na wiersz, który szczególnie mi się spodobał:
Podróże, podróże
Chcę z wami być najdłużej
Zobaczyć inny świat, opuścić ten ląd
Powędrować daleko stąd.
Ziemio, ziemio
Opuszczę ciebie znowu
Ale tylko w snach, gdy przyjdzie bajki czas
Marzeniami upoję się.
Bajko, bajko
Przyszedł już mój miły sen
Opowieść zacznij o dobrym życiu gdzieś
Gdzie na zmartwienia miejsca brak.
Śnie, Dobry Śnie
Nie kończ opowieści swej
Przychodź do innych ludzi często w nocy
Oni opowieść skończą twą.
KONIEC
BIOGRAFIE
Antoine de Saint – Exupéry – tak naprawdę nazywał się Antoine Marie Roger de Saint Exupéry. Urodził się 29 czerwca 1900 r., a zmarł 31 lipca 1944. Jego myśliwiec został zbombardowany przez niemiecki samolot i wpadł do wody, niedaleko Marsylii. Antoine był francuskim pilotem, pisarzem i poetą. Jego najsłynniejsze dzieła to:
Ziemia, planeta ludzi, 1939
Mały Książe, 1943
Johann Gotfried Herder – urodził się 25 sierpnia 1744 roku, a zmarł 18 grudnia 1803. Niemiecki filozof, pisarz i pastor. Był zafascynowany ludowością, jej naturalizmem i pięknem. Wg niego nasza historia dzieje się zgodnie z boskim planem. Dzieła przetłumaczone na język polski to:
Myśli o filozofii dziejów, 1784 – 1791, wyd. polskie 1962
Wybór pism, wyd. polskie 1988
Molier – właściwie Jean Baptiste Poquelin. Urodził się 15 stycznia 1622 roku, a zmarł 17 lutego 1673. Był francuskim komediopisarzem, aktorem, a także dyrektorem teatru. Jego najsłynniejszymi utworami są:
Świętoszek, 1664
Don Juan, 1665
Skąpiec, 1669
Johann Wolfgang Goethe – urodził się w roku 28 sierpnia 1749 roku, a zmarł 22 marca 1832. Był najwybitniejszym niemieckim poetą, dramaturgiem, prozaikiem i uczonym epoki romantyzmu. Najbardziej znanymi jego utworami są:
Cierpienia młodego Wertera, 1774
Ifigenia w Taurydzie, 1787
Faust cz. I, 1808
Faust cz. II, 1833
Jan Kurczab – urodził się w roku 1903, a zmarł w 1969. Był polskim prozaikiem i reżyserem. Napisał kilka książek, między innymi:
List do Wojtka, 1963
O czwartym, który został drugim, 1968
Gdybym była chłopcem, 1969
PRZYPISY
1 w objęciach Morfeusza – ten związek frazeologiczny oznacza: pogrążyć się we śnie, Morfeusz > grecki bóg snu
2 żerować – o dzikich zwierzętach: zdobywać i zjadać pożywienie
3 kustosz – z łac. Justus, strażnik; jest to np. pracownik muzeum, sprawujący nadzór nad zbiorami.
4 azyl – schronienie, miejsce bezpiecznego pobytu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz